🔥

Kontrakting

Sprawdź nowy moduł zarządzania kontraktorami

🔥

Kontrakting

Sprawdź nowy moduł zarządzania kontraktorami

🔥

Kontrakting

Sprawdź nowy moduł zarządzania kontraktorami

🔥

Kontrakting

Sprawdź nowy moduł zarządzania kontraktorami

Blog

Dlaczego najlepszy kandydat często odpada na screeningu?

candidate

Zaktualizowano:

Dlaczego najlepszy kandydat często odpada na screeningu?

Proces rekrutacyjny

Iwo Paliszewski

Iwo Paliszewski

W wielu organizacjach decyzja o tym, kto przejdzie dalej w procesie rekrutacyjnym, zapada bardzo wcześnie. Często już na etapie pierwszego przeglądu aplikacji. Screening jest momentem, w którym rekruter musi szybko ocenić, czy dana osoba ma potencjał, aby przejść do rozmowy.

Problem polega na tym, że to właśnie na tym etapie najłatwiej o pomyłkę.

W praktyce oznacza to, że najlepsi kandydaci potrafią odpaść jeszcze zanim ktokolwiek zdąży z nimi porozmawiać.

Nie dlatego, że nie mają kompetencji. Często dlatego, że sposób, w jaki przedstawili swoje doświadczenie, nie został właściwie zinterpretowany w pierwszych kilkudziesięciu sekundach analizy.

Screening jest dziś trudniejszy niż kiedyś

Jeszcze kilka lat temu największym wyzwaniem było dotarcie do kandydatów. Dziś w wielu branżach problem wygląda inaczej. Kandydatów jest dużo. Czasu na ich analizę - coraz mniej.

Jedna rola potrafi wygenerować kilkadziesiąt, a czasem kilkaset aplikacji. Każda z nich wymaga choćby krótkiej oceny. W takich warunkach screening staje się procesem podejmowania szybkich decyzji na podstawie ograniczonej ilości informacji.

Rekruter nie analizuje każdego CV przez kilka minut. Często pierwsza ocena trwa kilkanaście sekund.

To nie jest kwestia braku profesjonalizmu. To naturalna reakcja na skalę pracy.

Problem interpretacji, nie tylko jakości kandydatów

Wielu rekruterów przyznaje, że najlepszych kandydatów poznaje dopiero w trakcie rozmowy. Dopiero wtedy okazuje się, że osoba, która na papierze wyglądała przeciętnie, ma ogromną wiedzę, ciekawe doświadczenia albo świetnie rozumie kontekst biznesowy.

Dlaczego więc wcześniej nie została zauważona?

Bo screening polega w dużej mierze na interpretowaniu sygnałów zawartych w CV. Nazwy stanowisk, firmy, długość doświadczenia czy słowa kluczowe często stają się skrótem myślowym prowadzącym do decyzji.

To działa dobrze w wielu przypadkach. Ale czasem powoduje, że kandydaci z mniej oczywistą ścieżką kariery są pomijani.

Inflacja aplikacji zmienia reguły gry

Do tego dochodzi zjawisko, które w ostatnich latach zaczęło się wyraźnie nasilać: inflacja aplikacji.

Dzięki narzędziom cyfrowym aplikowanie stało się niezwykle proste. Jedno kliknięcie wystarczy, aby wysłać zgłoszenie do kolejnej firmy. Coraz częściej w przygotowaniu aplikacji pomagają również narzędzia oparte na sztucznej inteligencji, które potrafią dopasować CV do ogłoszenia w kilka minut.

W efekcie liczba aplikacji rośnie, ale ich wartość informacyjna nie zawsze rośnie wraz z nią.

Rekruter musi przeanalizować więcej dokumentów, które często brzmią bardzo podobnie. W takich warunkach jeszcze trudniej wyłapać osoby naprawdę wyróżniające się doświadczeniem.

Gdy decyzje podejmowane są pod presją czasu

Screening jest etapem najbardziej podatnym na zmęczenie decyzyjne. Analiza dziesiątek podobnych aplikacji wymaga koncentracji, a każda kolejna decyzja staje się trudniejsza.

Po pewnym czasie zaczynają działać uproszczenia poznawcze. Rekruter szuka znanych nazw firm, konkretnych słów kluczowych, podobnych stanowisk. To naturalny sposób radzenia sobie z nadmiarem informacji.

Problem polega na tym, że najlepszy kandydat nie zawsze wpisuje się w najbardziej oczywisty schemat.

Czasem jego doświadczenie jest bardziej złożone, mniej liniowe albo opisane w sposób mniej marketingowy niż u innych.

Screening jako najbardziej niedoceniany etap procesu

Paradoks polega na tym, że screening jest jednym z najbardziej wpływowych etapów rekrutacji, a jednocześnie rzadko bywa przedmiotem głębszej refleksji.

Firmy analizują time-to-hire, cost-per-hire czy skuteczność źródeł kandydatów. Rzadziej zadają pytania o sam proces pierwszej selekcji:

Ile czasu naprawdę poświęcamy na analizę aplikacji? Jakie sygnały decydują o przejściu dalej? Jak często wracamy do wcześniej odrzuconych kandydatów?

Bez takich pytań łatwo przeoczyć fakt, że najwięcej potencjalnych strat może pojawiać się właśnie na samym początku procesu.

Czy można to zmienić?

Nie ma jednego rozwiązania, które całkowicie wyeliminuje ryzyko pomyłki. Rekrutacja zawsze będzie procesem interpretacji i oceny w warunkach niepełnej informacji.

Ale wiele organizacji zaczyna zwracać większą uwagę na to, jak wygląda pierwszy etap selekcji. Coraz częściej pojawiają się próby jego usprawnienia: lepsze filtrowanie aplikacji, bardziej uporządkowane dane o kandydatach, czy powrót do wcześniej poznanych osób z własnej bazy.

To nie są spektakularne zmiany. Raczej stopniowe porządkowanie procesu.

Być może właśnie tam - w sposobie, w jaki analizujemy pierwsze sygnały od kandydatów - kryje się jeden z najbardziej niedocenianych elementów skutecznej rekrutacji.

Bo jeśli najlepszy kandydat odpada na screeningu, cały proces może być perfekcyjnie zaprojektowany… a mimo to zakończy się niewłaściwą decyzją.

Aktualizacje i nowości

Bądź na bieżąco z najnowszymi innowacjami, funkcjami i wskazówkami dotyczącymi Recruitify!

Imię
E-mail

Podając swój adres e-mail w ramach formularza zapisu na newsletter wyrażasz zgodę na jego przetwarzanie w celu przesyłania informacji marketingowych dotyczących produktów i usług Administratora. Administratorem Twoich danych osobowych przetwarzanych w powyższym celu jest Recruitify Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KRS 0000709889). Więcej informacji na temat zasad przetwarzania danych osobowych i praw osób, których dane dotyczą znajdziesz w dokumencie Polityka prywatności.

Udostępnij

Opublikowane

Kategoria

Proces rekrutacyjny

Autor

Iwo Paliszewski

candidate

Zaktualizowano:

Dlaczego najlepszy kandydat często odpada na screeningu?

Proces rekrutacyjny

Iwo Paliszewski

Iwo Paliszewski

W wielu organizacjach decyzja o tym, kto przejdzie dalej w procesie rekrutacyjnym, zapada bardzo wcześnie. Często już na etapie pierwszego przeglądu aplikacji. Screening jest momentem, w którym rekruter musi szybko ocenić, czy dana osoba ma potencjał, aby przejść do rozmowy.

Problem polega na tym, że to właśnie na tym etapie najłatwiej o pomyłkę.

W praktyce oznacza to, że najlepsi kandydaci potrafią odpaść jeszcze zanim ktokolwiek zdąży z nimi porozmawiać.

Nie dlatego, że nie mają kompetencji. Często dlatego, że sposób, w jaki przedstawili swoje doświadczenie, nie został właściwie zinterpretowany w pierwszych kilkudziesięciu sekundach analizy.

Screening jest dziś trudniejszy niż kiedyś

Jeszcze kilka lat temu największym wyzwaniem było dotarcie do kandydatów. Dziś w wielu branżach problem wygląda inaczej. Kandydatów jest dużo. Czasu na ich analizę - coraz mniej.

Jedna rola potrafi wygenerować kilkadziesiąt, a czasem kilkaset aplikacji. Każda z nich wymaga choćby krótkiej oceny. W takich warunkach screening staje się procesem podejmowania szybkich decyzji na podstawie ograniczonej ilości informacji.

Rekruter nie analizuje każdego CV przez kilka minut. Często pierwsza ocena trwa kilkanaście sekund.

To nie jest kwestia braku profesjonalizmu. To naturalna reakcja na skalę pracy.

Problem interpretacji, nie tylko jakości kandydatów

Wielu rekruterów przyznaje, że najlepszych kandydatów poznaje dopiero w trakcie rozmowy. Dopiero wtedy okazuje się, że osoba, która na papierze wyglądała przeciętnie, ma ogromną wiedzę, ciekawe doświadczenia albo świetnie rozumie kontekst biznesowy.

Dlaczego więc wcześniej nie została zauważona?

Bo screening polega w dużej mierze na interpretowaniu sygnałów zawartych w CV. Nazwy stanowisk, firmy, długość doświadczenia czy słowa kluczowe często stają się skrótem myślowym prowadzącym do decyzji.

To działa dobrze w wielu przypadkach. Ale czasem powoduje, że kandydaci z mniej oczywistą ścieżką kariery są pomijani.

Inflacja aplikacji zmienia reguły gry

Do tego dochodzi zjawisko, które w ostatnich latach zaczęło się wyraźnie nasilać: inflacja aplikacji.

Dzięki narzędziom cyfrowym aplikowanie stało się niezwykle proste. Jedno kliknięcie wystarczy, aby wysłać zgłoszenie do kolejnej firmy. Coraz częściej w przygotowaniu aplikacji pomagają również narzędzia oparte na sztucznej inteligencji, które potrafią dopasować CV do ogłoszenia w kilka minut.

W efekcie liczba aplikacji rośnie, ale ich wartość informacyjna nie zawsze rośnie wraz z nią.

Rekruter musi przeanalizować więcej dokumentów, które często brzmią bardzo podobnie. W takich warunkach jeszcze trudniej wyłapać osoby naprawdę wyróżniające się doświadczeniem.

Gdy decyzje podejmowane są pod presją czasu

Screening jest etapem najbardziej podatnym na zmęczenie decyzyjne. Analiza dziesiątek podobnych aplikacji wymaga koncentracji, a każda kolejna decyzja staje się trudniejsza.

Po pewnym czasie zaczynają działać uproszczenia poznawcze. Rekruter szuka znanych nazw firm, konkretnych słów kluczowych, podobnych stanowisk. To naturalny sposób radzenia sobie z nadmiarem informacji.

Problem polega na tym, że najlepszy kandydat nie zawsze wpisuje się w najbardziej oczywisty schemat.

Czasem jego doświadczenie jest bardziej złożone, mniej liniowe albo opisane w sposób mniej marketingowy niż u innych.

Screening jako najbardziej niedoceniany etap procesu

Paradoks polega na tym, że screening jest jednym z najbardziej wpływowych etapów rekrutacji, a jednocześnie rzadko bywa przedmiotem głębszej refleksji.

Firmy analizują time-to-hire, cost-per-hire czy skuteczność źródeł kandydatów. Rzadziej zadają pytania o sam proces pierwszej selekcji:

Ile czasu naprawdę poświęcamy na analizę aplikacji? Jakie sygnały decydują o przejściu dalej? Jak często wracamy do wcześniej odrzuconych kandydatów?

Bez takich pytań łatwo przeoczyć fakt, że najwięcej potencjalnych strat może pojawiać się właśnie na samym początku procesu.

Czy można to zmienić?

Nie ma jednego rozwiązania, które całkowicie wyeliminuje ryzyko pomyłki. Rekrutacja zawsze będzie procesem interpretacji i oceny w warunkach niepełnej informacji.

Ale wiele organizacji zaczyna zwracać większą uwagę na to, jak wygląda pierwszy etap selekcji. Coraz częściej pojawiają się próby jego usprawnienia: lepsze filtrowanie aplikacji, bardziej uporządkowane dane o kandydatach, czy powrót do wcześniej poznanych osób z własnej bazy.

To nie są spektakularne zmiany. Raczej stopniowe porządkowanie procesu.

Być może właśnie tam - w sposobie, w jaki analizujemy pierwsze sygnały od kandydatów - kryje się jeden z najbardziej niedocenianych elementów skutecznej rekrutacji.

Bo jeśli najlepszy kandydat odpada na screeningu, cały proces może być perfekcyjnie zaprojektowany… a mimo to zakończy się niewłaściwą decyzją.

Aktualizacje i nowości

Bądź na bieżąco z najnowszymi innowacjami, funkcjami i wskazówkami dotyczącymi Recruitify!

Imię
E-mail

Podając swój adres e-mail w ramach formularza zapisu na newsletter wyrażasz zgodę na jego przetwarzanie w celu przesyłania informacji marketingowych dotyczących produktów i usług Administratora. Administratorem Twoich danych osobowych przetwarzanych w powyższym celu jest Recruitify Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KRS 0000709889). Więcej informacji na temat zasad przetwarzania danych osobowych i praw osób, których dane dotyczą znajdziesz w dokumencie Polityka prywatności.

Udostępnij

Opublikowane

Kategoria

Proces rekrutacyjny

Autor

Iwo Paliszewski

candidate

Zaktualizowano:

Dlaczego najlepszy kandydat często odpada na screeningu?

Proces rekrutacyjny

Iwo Paliszewski

Iwo Paliszewski

W wielu organizacjach decyzja o tym, kto przejdzie dalej w procesie rekrutacyjnym, zapada bardzo wcześnie. Często już na etapie pierwszego przeglądu aplikacji. Screening jest momentem, w którym rekruter musi szybko ocenić, czy dana osoba ma potencjał, aby przejść do rozmowy.

Problem polega na tym, że to właśnie na tym etapie najłatwiej o pomyłkę.

W praktyce oznacza to, że najlepsi kandydaci potrafią odpaść jeszcze zanim ktokolwiek zdąży z nimi porozmawiać.

Nie dlatego, że nie mają kompetencji. Często dlatego, że sposób, w jaki przedstawili swoje doświadczenie, nie został właściwie zinterpretowany w pierwszych kilkudziesięciu sekundach analizy.

Screening jest dziś trudniejszy niż kiedyś

Jeszcze kilka lat temu największym wyzwaniem było dotarcie do kandydatów. Dziś w wielu branżach problem wygląda inaczej. Kandydatów jest dużo. Czasu na ich analizę - coraz mniej.

Jedna rola potrafi wygenerować kilkadziesiąt, a czasem kilkaset aplikacji. Każda z nich wymaga choćby krótkiej oceny. W takich warunkach screening staje się procesem podejmowania szybkich decyzji na podstawie ograniczonej ilości informacji.

Rekruter nie analizuje każdego CV przez kilka minut. Często pierwsza ocena trwa kilkanaście sekund.

To nie jest kwestia braku profesjonalizmu. To naturalna reakcja na skalę pracy.

Problem interpretacji, nie tylko jakości kandydatów

Wielu rekruterów przyznaje, że najlepszych kandydatów poznaje dopiero w trakcie rozmowy. Dopiero wtedy okazuje się, że osoba, która na papierze wyglądała przeciętnie, ma ogromną wiedzę, ciekawe doświadczenia albo świetnie rozumie kontekst biznesowy.

Dlaczego więc wcześniej nie została zauważona?

Bo screening polega w dużej mierze na interpretowaniu sygnałów zawartych w CV. Nazwy stanowisk, firmy, długość doświadczenia czy słowa kluczowe często stają się skrótem myślowym prowadzącym do decyzji.

To działa dobrze w wielu przypadkach. Ale czasem powoduje, że kandydaci z mniej oczywistą ścieżką kariery są pomijani.

Inflacja aplikacji zmienia reguły gry

Do tego dochodzi zjawisko, które w ostatnich latach zaczęło się wyraźnie nasilać: inflacja aplikacji.

Dzięki narzędziom cyfrowym aplikowanie stało się niezwykle proste. Jedno kliknięcie wystarczy, aby wysłać zgłoszenie do kolejnej firmy. Coraz częściej w przygotowaniu aplikacji pomagają również narzędzia oparte na sztucznej inteligencji, które potrafią dopasować CV do ogłoszenia w kilka minut.

W efekcie liczba aplikacji rośnie, ale ich wartość informacyjna nie zawsze rośnie wraz z nią.

Rekruter musi przeanalizować więcej dokumentów, które często brzmią bardzo podobnie. W takich warunkach jeszcze trudniej wyłapać osoby naprawdę wyróżniające się doświadczeniem.

Gdy decyzje podejmowane są pod presją czasu

Screening jest etapem najbardziej podatnym na zmęczenie decyzyjne. Analiza dziesiątek podobnych aplikacji wymaga koncentracji, a każda kolejna decyzja staje się trudniejsza.

Po pewnym czasie zaczynają działać uproszczenia poznawcze. Rekruter szuka znanych nazw firm, konkretnych słów kluczowych, podobnych stanowisk. To naturalny sposób radzenia sobie z nadmiarem informacji.

Problem polega na tym, że najlepszy kandydat nie zawsze wpisuje się w najbardziej oczywisty schemat.

Czasem jego doświadczenie jest bardziej złożone, mniej liniowe albo opisane w sposób mniej marketingowy niż u innych.

Screening jako najbardziej niedoceniany etap procesu

Paradoks polega na tym, że screening jest jednym z najbardziej wpływowych etapów rekrutacji, a jednocześnie rzadko bywa przedmiotem głębszej refleksji.

Firmy analizują time-to-hire, cost-per-hire czy skuteczność źródeł kandydatów. Rzadziej zadają pytania o sam proces pierwszej selekcji:

Ile czasu naprawdę poświęcamy na analizę aplikacji? Jakie sygnały decydują o przejściu dalej? Jak często wracamy do wcześniej odrzuconych kandydatów?

Bez takich pytań łatwo przeoczyć fakt, że najwięcej potencjalnych strat może pojawiać się właśnie na samym początku procesu.

Czy można to zmienić?

Nie ma jednego rozwiązania, które całkowicie wyeliminuje ryzyko pomyłki. Rekrutacja zawsze będzie procesem interpretacji i oceny w warunkach niepełnej informacji.

Ale wiele organizacji zaczyna zwracać większą uwagę na to, jak wygląda pierwszy etap selekcji. Coraz częściej pojawiają się próby jego usprawnienia: lepsze filtrowanie aplikacji, bardziej uporządkowane dane o kandydatach, czy powrót do wcześniej poznanych osób z własnej bazy.

To nie są spektakularne zmiany. Raczej stopniowe porządkowanie procesu.

Być może właśnie tam - w sposobie, w jaki analizujemy pierwsze sygnały od kandydatów - kryje się jeden z najbardziej niedocenianych elementów skutecznej rekrutacji.

Bo jeśli najlepszy kandydat odpada na screeningu, cały proces może być perfekcyjnie zaprojektowany… a mimo to zakończy się niewłaściwą decyzją.

Aktualizacje i nowości

Bądź na bieżąco z najnowszymi innowacjami, funkcjami i wskazówkami dotyczącymi Recruitify!

Imię
E-mail

Podając swój adres e-mail w ramach formularza zapisu na newsletter wyrażasz zgodę na jego przetwarzanie w celu przesyłania informacji marketingowych dotyczących produktów i usług Administratora. Administratorem Twoich danych osobowych przetwarzanych w powyższym celu jest Recruitify Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KRS 0000709889). Więcej informacji na temat zasad przetwarzania danych osobowych i praw osób, których dane dotyczą znajdziesz w dokumencie Polityka prywatności.

Udostępnij

Opublikowane

Kategoria

Proces rekrutacyjny

Autor

Iwo Paliszewski

Zobacz również