🔥

Kontrakting

Sprawdź nowy moduł zarządzania kontraktorami

🔥

Kontrakting

Sprawdź nowy moduł zarządzania kontraktorami

🔥

Kontrakting

Sprawdź nowy moduł zarządzania kontraktorami

🔥

Kontrakting

Sprawdź nowy moduł zarządzania kontraktorami

Blog

W Twoim procesie rekrutacyjnym chodzi przede wszystkim o liczby, a nie o autentyczność.

volume recruitment

Zaktualizowano:

W Twoim procesie rekrutacyjnym chodzi przede wszystkim o liczby, a nie o autentyczność.

Nowości

Iwo Paliszewski

Iwo Paliszewski

Większość dzisiejszych procesów rekrutacyjnych jest projektowana z myślą o jednym: o skali.

Więcej aplikacji. Szybsza selekcja. Krótszy czas zatrudnienia.

Na papierze ma to sens. Wraz ze wzrostem zapotrzebowania na pracowników i rozwojem cyfrowych kanałów, które ułatwiają aplikowanie, systemy musiały ewoluować. Procesy stały się wydajniejsze. Filtry – ostrzejsze. Automatyzacja okazała się po prostu niezbędna.

Ale gdzieś po drodze coś się zmieniło.

Rekrutacja nie stała się po prostu szybsza. Została zoptymalizowana pod masowy przerób.

A to stworzyło zupełnie nowy problem.

Kiedy więcej CV przestaje oznaczać więcej szans

Przez lata logika była prosta: więcej aplikacji to większa szansa na znalezienie odpowiedniego kandydata. Dziś to założenie legło w gruzach.

Aplikowanie o pracę nigdy nie było prostsze. Wystarczy kilka kliknięć. Z pomocą sztucznej inteligencji kandydaci mogą w kilka minut wygenerować CV skrojone na miarę, podrasować swoje doświadczenie i dopasować profil idealnie pod ogłoszenie.

Efekt? Liczba aplikacji na dane stanowisko rośnie. Ale pewność co do tego, co się w nich kryje - maleje.

Więcej kandydatów nie oznacza wcale większej przejrzystości. Najczęściej oznacza po prostu więcej szumu.

Iluzja świetnie przygotowanego kandydata

Jedną z największych zmian ostatnich lat wcale nie jest rosnąca liczba spływających aplikacji, ale ich jakość - a przynajmniej to, jak ta jakość wygląda na pierwszy rzut oka.

CV są lepiej napisane. Opisy są bardziej klarowne. Słowa kluczowe idealnie pokrywają się z wymaganiami w ofercie.

Problem w tym, że coraz częściej ta "jakość" wcale nie odzwierciedla faktycznego doświadczenia kandydata. To po prostu efekt działania narzędzi, które optymalizują sposób jego prezentacji.

To tworzy subtelną, ale bardzo niebezpieczną zmianę.

Rekruterzy nie oceniają już surowych informacji. Oceniają przetworzone, zoptymalizowane i często wspierane przez AI narracje.

A im lepsze stają się te narracje, tym trudniej odróżnić to, co jest prawdą, od tego, co jest po prostu świetnie sprzedane.

Selekcja to już nie filtrowanie. To interpretacja.

W teorii screening ma na celu zawężenie puli kandydatów. W praktyce stał się czymś znacznie bardziej skomplikowanym.

Rekruterzy muszą teraz podejmować błyskawiczne decyzje na podstawie dokumentów, które są do siebie niezwykle podobne pod względem struktury, tonu i treści. Działając pod presją czasu, polegają na schematach: znane firmy, rozpoznawalne nazwy stanowisk, oczekiwane słowa kluczowe.

I to działa. Aż do momentu, gdy przestaje.

Ponieważ najlepsi kandydaci nie zawsze prezentują się w ten najbardziej oczywisty sposób. A w procesie zoptymalizowanym pod kątem prędkości wszystko, co wymaga głębszej interpretacji, z góry skazane jest na pominięcie.

Prawdziwe wąskie gardło: weryfikacja rzeczywistości

Rośnie przepaść między tym, co kandydat przedstawia w aplikacji, a tym, co można z pełnym przekonaniem zweryfikować na wczesnym etapie rekrutacji.

Ta luka staje się najtrudniejszą częścią naszej dzisiejszej pracy.

Nie wystarczy już tylko zadać pytania: "Czy ten kandydat pasuje na to stanowisko?"

Znacznie ważniejsze pytanie brzmi: "Czy możemy zaufać sygnałom, które właśnie widzimy?"

I to właśnie tutaj wiele procesów zaczyna się sypać.

Nie dlatego, że rekruterom brakuje umiejętności. Dlatego, że system, w którym pracują, jest stworzony do "przerobu", a nie do weryfikacji.

Kiedy wydajność zaczyna działać przeciwko tobie

Wydajność od zawsze była celem w HR.

Ale kiedy procesy są optymalizowane głównie pod kątem szybkości i skali, pojawia się ukryty koszt: niepewność decyzyjna.

Im szybsza selekcja, tym większe poleganie na powierzchownych sygnałach. Im więcej aplikacji, tym mniej czasu na pojedynczą decyzję. Im bardziej "dopieszczone" CV, tym trudniej wyłapać realne różnice.

W pewnym momencie wydajność przestaje być zaletą. Staje się ograniczeniem.

Co musi się zmienić?

Nie oznacza to wcale, że rekrutacja powinna stać się wolniejsza albo bardziej skomplikowana.

Oznacza to jednak, że procesy muszą dostosować się do nowej rzeczywistości. Takiej, w której:

CV nie są już obiektywnymi dokumentami

Aplikacje generuje się łatwiej niż kiedykolwiek

Pierwsze wrażenie jest znacznie mniej wiarygodne niż dawniej. W takim środowisku celem nie jest już tylko sprawne "przepuszczenie" kandydata przez system lejka. Celem jest właściwa interpretacja sygnałów i weryfikacja tego, co naprawdę ma znaczenie.

Ponieważ dzisiaj największym ryzykiem nie jest przegapienie dobrego kandydata. Ryzykiem jest podejmowanie decyzji na podstawie informacji, które wyglądają bezbłędnie… ale wcale takie nie są.

Nowe spojrzenie na rekrutację

Być może najważniejsza zmiana sprowadza się właśnie do tego:

W rekrutacji nie chodzi już o szukanie kandydatów. Chodzi o zrozumienie, którym sygnałom warto zaufać. A to wymaga od nas czegoś zupełnie innego niż tradycyjna optymalizacja procesów. To już nie jest kwestia szybszych systemów ani większej automatyzacji.

Potrzebujemy lepszych sposobów, by odróżnić to, co zostało pięknie opakowane… od tego, co jest prawdziwe.

Aktualizacje i nowości

Bądź na bieżąco z najnowszymi innowacjami, funkcjami i wskazówkami dotyczącymi Recruitify!

Imię
E-mail

Podając swój adres e-mail w ramach formularza zapisu na newsletter wyrażasz zgodę na jego przetwarzanie w celu przesyłania informacji marketingowych dotyczących produktów i usług Administratora. Administratorem Twoich danych osobowych przetwarzanych w powyższym celu jest Recruitify Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KRS 0000709889). Więcej informacji na temat zasad przetwarzania danych osobowych i praw osób, których dane dotyczą znajdziesz w dokumencie Polityka prywatności.

Udostępnij

Opublikowane

Kategoria

Nowości

Autor

Iwo Paliszewski

volume recruitment

Zaktualizowano:

W Twoim procesie rekrutacyjnym chodzi przede wszystkim o liczby, a nie o autentyczność.

Nowości

Iwo Paliszewski

Iwo Paliszewski

Większość dzisiejszych procesów rekrutacyjnych jest projektowana z myślą o jednym: o skali.

Więcej aplikacji. Szybsza selekcja. Krótszy czas zatrudnienia.

Na papierze ma to sens. Wraz ze wzrostem zapotrzebowania na pracowników i rozwojem cyfrowych kanałów, które ułatwiają aplikowanie, systemy musiały ewoluować. Procesy stały się wydajniejsze. Filtry – ostrzejsze. Automatyzacja okazała się po prostu niezbędna.

Ale gdzieś po drodze coś się zmieniło.

Rekrutacja nie stała się po prostu szybsza. Została zoptymalizowana pod masowy przerób.

A to stworzyło zupełnie nowy problem.

Kiedy więcej CV przestaje oznaczać więcej szans

Przez lata logika była prosta: więcej aplikacji to większa szansa na znalezienie odpowiedniego kandydata. Dziś to założenie legło w gruzach.

Aplikowanie o pracę nigdy nie było prostsze. Wystarczy kilka kliknięć. Z pomocą sztucznej inteligencji kandydaci mogą w kilka minut wygenerować CV skrojone na miarę, podrasować swoje doświadczenie i dopasować profil idealnie pod ogłoszenie.

Efekt? Liczba aplikacji na dane stanowisko rośnie. Ale pewność co do tego, co się w nich kryje - maleje.

Więcej kandydatów nie oznacza wcale większej przejrzystości. Najczęściej oznacza po prostu więcej szumu.

Iluzja świetnie przygotowanego kandydata

Jedną z największych zmian ostatnich lat wcale nie jest rosnąca liczba spływających aplikacji, ale ich jakość - a przynajmniej to, jak ta jakość wygląda na pierwszy rzut oka.

CV są lepiej napisane. Opisy są bardziej klarowne. Słowa kluczowe idealnie pokrywają się z wymaganiami w ofercie.

Problem w tym, że coraz częściej ta "jakość" wcale nie odzwierciedla faktycznego doświadczenia kandydata. To po prostu efekt działania narzędzi, które optymalizują sposób jego prezentacji.

To tworzy subtelną, ale bardzo niebezpieczną zmianę.

Rekruterzy nie oceniają już surowych informacji. Oceniają przetworzone, zoptymalizowane i często wspierane przez AI narracje.

A im lepsze stają się te narracje, tym trudniej odróżnić to, co jest prawdą, od tego, co jest po prostu świetnie sprzedane.

Selekcja to już nie filtrowanie. To interpretacja.

W teorii screening ma na celu zawężenie puli kandydatów. W praktyce stał się czymś znacznie bardziej skomplikowanym.

Rekruterzy muszą teraz podejmować błyskawiczne decyzje na podstawie dokumentów, które są do siebie niezwykle podobne pod względem struktury, tonu i treści. Działając pod presją czasu, polegają na schematach: znane firmy, rozpoznawalne nazwy stanowisk, oczekiwane słowa kluczowe.

I to działa. Aż do momentu, gdy przestaje.

Ponieważ najlepsi kandydaci nie zawsze prezentują się w ten najbardziej oczywisty sposób. A w procesie zoptymalizowanym pod kątem prędkości wszystko, co wymaga głębszej interpretacji, z góry skazane jest na pominięcie.

Prawdziwe wąskie gardło: weryfikacja rzeczywistości

Rośnie przepaść między tym, co kandydat przedstawia w aplikacji, a tym, co można z pełnym przekonaniem zweryfikować na wczesnym etapie rekrutacji.

Ta luka staje się najtrudniejszą częścią naszej dzisiejszej pracy.

Nie wystarczy już tylko zadać pytania: "Czy ten kandydat pasuje na to stanowisko?"

Znacznie ważniejsze pytanie brzmi: "Czy możemy zaufać sygnałom, które właśnie widzimy?"

I to właśnie tutaj wiele procesów zaczyna się sypać.

Nie dlatego, że rekruterom brakuje umiejętności. Dlatego, że system, w którym pracują, jest stworzony do "przerobu", a nie do weryfikacji.

Kiedy wydajność zaczyna działać przeciwko tobie

Wydajność od zawsze była celem w HR.

Ale kiedy procesy są optymalizowane głównie pod kątem szybkości i skali, pojawia się ukryty koszt: niepewność decyzyjna.

Im szybsza selekcja, tym większe poleganie na powierzchownych sygnałach. Im więcej aplikacji, tym mniej czasu na pojedynczą decyzję. Im bardziej "dopieszczone" CV, tym trudniej wyłapać realne różnice.

W pewnym momencie wydajność przestaje być zaletą. Staje się ograniczeniem.

Co musi się zmienić?

Nie oznacza to wcale, że rekrutacja powinna stać się wolniejsza albo bardziej skomplikowana.

Oznacza to jednak, że procesy muszą dostosować się do nowej rzeczywistości. Takiej, w której:

CV nie są już obiektywnymi dokumentami

Aplikacje generuje się łatwiej niż kiedykolwiek

Pierwsze wrażenie jest znacznie mniej wiarygodne niż dawniej. W takim środowisku celem nie jest już tylko sprawne "przepuszczenie" kandydata przez system lejka. Celem jest właściwa interpretacja sygnałów i weryfikacja tego, co naprawdę ma znaczenie.

Ponieważ dzisiaj największym ryzykiem nie jest przegapienie dobrego kandydata. Ryzykiem jest podejmowanie decyzji na podstawie informacji, które wyglądają bezbłędnie… ale wcale takie nie są.

Nowe spojrzenie na rekrutację

Być może najważniejsza zmiana sprowadza się właśnie do tego:

W rekrutacji nie chodzi już o szukanie kandydatów. Chodzi o zrozumienie, którym sygnałom warto zaufać. A to wymaga od nas czegoś zupełnie innego niż tradycyjna optymalizacja procesów. To już nie jest kwestia szybszych systemów ani większej automatyzacji.

Potrzebujemy lepszych sposobów, by odróżnić to, co zostało pięknie opakowane… od tego, co jest prawdziwe.

Aktualizacje i nowości

Bądź na bieżąco z najnowszymi innowacjami, funkcjami i wskazówkami dotyczącymi Recruitify!

Imię
E-mail

Podając swój adres e-mail w ramach formularza zapisu na newsletter wyrażasz zgodę na jego przetwarzanie w celu przesyłania informacji marketingowych dotyczących produktów i usług Administratora. Administratorem Twoich danych osobowych przetwarzanych w powyższym celu jest Recruitify Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KRS 0000709889). Więcej informacji na temat zasad przetwarzania danych osobowych i praw osób, których dane dotyczą znajdziesz w dokumencie Polityka prywatności.

Udostępnij

Opublikowane

Kategoria

Nowości

Autor

Iwo Paliszewski

volume recruitment

Zaktualizowano:

W Twoim procesie rekrutacyjnym chodzi przede wszystkim o liczby, a nie o autentyczność.

Nowości

Iwo Paliszewski

Iwo Paliszewski

Większość dzisiejszych procesów rekrutacyjnych jest projektowana z myślą o jednym: o skali.

Więcej aplikacji. Szybsza selekcja. Krótszy czas zatrudnienia.

Na papierze ma to sens. Wraz ze wzrostem zapotrzebowania na pracowników i rozwojem cyfrowych kanałów, które ułatwiają aplikowanie, systemy musiały ewoluować. Procesy stały się wydajniejsze. Filtry – ostrzejsze. Automatyzacja okazała się po prostu niezbędna.

Ale gdzieś po drodze coś się zmieniło.

Rekrutacja nie stała się po prostu szybsza. Została zoptymalizowana pod masowy przerób.

A to stworzyło zupełnie nowy problem.

Kiedy więcej CV przestaje oznaczać więcej szans

Przez lata logika była prosta: więcej aplikacji to większa szansa na znalezienie odpowiedniego kandydata. Dziś to założenie legło w gruzach.

Aplikowanie o pracę nigdy nie było prostsze. Wystarczy kilka kliknięć. Z pomocą sztucznej inteligencji kandydaci mogą w kilka minut wygenerować CV skrojone na miarę, podrasować swoje doświadczenie i dopasować profil idealnie pod ogłoszenie.

Efekt? Liczba aplikacji na dane stanowisko rośnie. Ale pewność co do tego, co się w nich kryje - maleje.

Więcej kandydatów nie oznacza wcale większej przejrzystości. Najczęściej oznacza po prostu więcej szumu.

Iluzja świetnie przygotowanego kandydata

Jedną z największych zmian ostatnich lat wcale nie jest rosnąca liczba spływających aplikacji, ale ich jakość - a przynajmniej to, jak ta jakość wygląda na pierwszy rzut oka.

CV są lepiej napisane. Opisy są bardziej klarowne. Słowa kluczowe idealnie pokrywają się z wymaganiami w ofercie.

Problem w tym, że coraz częściej ta "jakość" wcale nie odzwierciedla faktycznego doświadczenia kandydata. To po prostu efekt działania narzędzi, które optymalizują sposób jego prezentacji.

To tworzy subtelną, ale bardzo niebezpieczną zmianę.

Rekruterzy nie oceniają już surowych informacji. Oceniają przetworzone, zoptymalizowane i często wspierane przez AI narracje.

A im lepsze stają się te narracje, tym trudniej odróżnić to, co jest prawdą, od tego, co jest po prostu świetnie sprzedane.

Selekcja to już nie filtrowanie. To interpretacja.

W teorii screening ma na celu zawężenie puli kandydatów. W praktyce stał się czymś znacznie bardziej skomplikowanym.

Rekruterzy muszą teraz podejmować błyskawiczne decyzje na podstawie dokumentów, które są do siebie niezwykle podobne pod względem struktury, tonu i treści. Działając pod presją czasu, polegają na schematach: znane firmy, rozpoznawalne nazwy stanowisk, oczekiwane słowa kluczowe.

I to działa. Aż do momentu, gdy przestaje.

Ponieważ najlepsi kandydaci nie zawsze prezentują się w ten najbardziej oczywisty sposób. A w procesie zoptymalizowanym pod kątem prędkości wszystko, co wymaga głębszej interpretacji, z góry skazane jest na pominięcie.

Prawdziwe wąskie gardło: weryfikacja rzeczywistości

Rośnie przepaść między tym, co kandydat przedstawia w aplikacji, a tym, co można z pełnym przekonaniem zweryfikować na wczesnym etapie rekrutacji.

Ta luka staje się najtrudniejszą częścią naszej dzisiejszej pracy.

Nie wystarczy już tylko zadać pytania: "Czy ten kandydat pasuje na to stanowisko?"

Znacznie ważniejsze pytanie brzmi: "Czy możemy zaufać sygnałom, które właśnie widzimy?"

I to właśnie tutaj wiele procesów zaczyna się sypać.

Nie dlatego, że rekruterom brakuje umiejętności. Dlatego, że system, w którym pracują, jest stworzony do "przerobu", a nie do weryfikacji.

Kiedy wydajność zaczyna działać przeciwko tobie

Wydajność od zawsze była celem w HR.

Ale kiedy procesy są optymalizowane głównie pod kątem szybkości i skali, pojawia się ukryty koszt: niepewność decyzyjna.

Im szybsza selekcja, tym większe poleganie na powierzchownych sygnałach. Im więcej aplikacji, tym mniej czasu na pojedynczą decyzję. Im bardziej "dopieszczone" CV, tym trudniej wyłapać realne różnice.

W pewnym momencie wydajność przestaje być zaletą. Staje się ograniczeniem.

Co musi się zmienić?

Nie oznacza to wcale, że rekrutacja powinna stać się wolniejsza albo bardziej skomplikowana.

Oznacza to jednak, że procesy muszą dostosować się do nowej rzeczywistości. Takiej, w której:

CV nie są już obiektywnymi dokumentami

Aplikacje generuje się łatwiej niż kiedykolwiek

Pierwsze wrażenie jest znacznie mniej wiarygodne niż dawniej. W takim środowisku celem nie jest już tylko sprawne "przepuszczenie" kandydata przez system lejka. Celem jest właściwa interpretacja sygnałów i weryfikacja tego, co naprawdę ma znaczenie.

Ponieważ dzisiaj największym ryzykiem nie jest przegapienie dobrego kandydata. Ryzykiem jest podejmowanie decyzji na podstawie informacji, które wyglądają bezbłędnie… ale wcale takie nie są.

Nowe spojrzenie na rekrutację

Być może najważniejsza zmiana sprowadza się właśnie do tego:

W rekrutacji nie chodzi już o szukanie kandydatów. Chodzi o zrozumienie, którym sygnałom warto zaufać. A to wymaga od nas czegoś zupełnie innego niż tradycyjna optymalizacja procesów. To już nie jest kwestia szybszych systemów ani większej automatyzacji.

Potrzebujemy lepszych sposobów, by odróżnić to, co zostało pięknie opakowane… od tego, co jest prawdziwe.

Aktualizacje i nowości

Bądź na bieżąco z najnowszymi innowacjami, funkcjami i wskazówkami dotyczącymi Recruitify!

Imię
E-mail

Podając swój adres e-mail w ramach formularza zapisu na newsletter wyrażasz zgodę na jego przetwarzanie w celu przesyłania informacji marketingowych dotyczących produktów i usług Administratora. Administratorem Twoich danych osobowych przetwarzanych w powyższym celu jest Recruitify Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KRS 0000709889). Więcej informacji na temat zasad przetwarzania danych osobowych i praw osób, których dane dotyczą znajdziesz w dokumencie Polityka prywatności.

Udostępnij

Opublikowane

Kategoria

Nowości

Autor

Iwo Paliszewski